"On się bał". Znaleźli szczątki Polaka w Niemczech. Wiele pytań
Po niespełna dwóch latach od zaginięcia na terenie Niemiec znaleziono szczątki 29-letniego Zbigniewa z Gniezna. W jednej z rozmów z o2.pl jego matka mówiła, że "on się bał". Bratu wysłał zdjęcie poturbowanej twarzy. Sprawa wciąż budzi wiele pytań. Skontaktowaliśmy się zarówno z polską, jak i niemiecką policją. Odpowiedzi są zdawkowe.
29-letni Zbigniew z Gniezna zaginął 24 kwietnia 2024 roku w okolicach Federsdorf - Vogelsdorf koło Berlina. Wracał do domu z pracy. Ślad urwał się nieopodal marketu Kaufland. Szczątki odnaleziono właśnie w tamtejszej okolicy.
Do przełomu doszło po blisko dwóch latach. W tej sprawie pojawia się wiele pytań, a jedno z najważniejszych dotyczy tego, jak to możliwe, że na ślad nie natrafiono wcześniej.
Asp. sztab. Anna Osińska, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Gnieźnie, pytana o to, kiedy dokładnie polska policja została poinformowana o odnalezieniu szczątków Zbigniewa, wskazuje na 16 kwietnia 2026 roku.
Gdy pytamy o hipotezy dotyczące przyczyn śmierci i o to, dlaczego przełom nastąpił po tak długim czasie, odsyła do niemieckich służb. Podobna odpowiedź pada na pytanie o to, jak szeroko zakrojone były poszukiwania w Niemczech i czy brana jest pod uwagę możliwość, że niemieckie służby nie dokonały wszelkich możliwych starań, by wcześniej odnaleźć Zbigniewa.
A jak w ogóle wyglądała współpraca strony polskiej z niemiecką policją?
Współpraca strony polskiej z niemiecką policją była prowadzona poprzez Biuro Międzynarodowej Współpracy Policji Komendy Głównej Policji. Opierała się na bezpośredniej wymianie informacji - informuje nas Anna Osińska.
Jednocześnie tłumaczy, że policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Gnieźnie nie planują już żadnych działań w tej sprawie. - Poszukiwania zostały zakończone - podkreśla.
Krótka odpowiedź z Niemiec
Niemieckie służby zapytaliśmy, kto znalazł szczątki Zbigniewa i gdzie dokładnie na nie natrafiono. Pytaliśmy też, czy teren wcześniej był dokładnie przeszukany, a jeśli tak, to dlaczego nie natrafiono na żaden ślad.
Dociekaliśmy, jak to możliwe, że szczątki, mimo że znajdowały się w pobliżu miejsca zaginięcia, zostały odkryte dopiero po niemal dwóch latach. Padło poza tym m.in. pytanie o to, czy są hipotezy odnośnie do przyczyn śmierci Zbigniewa i czy niemiecka policja planuje jeszcze jakieś działania w tej sprawie.
21 marca 2026 roku w miejscowości Vogelsdorf, w powiecie Märkisch-Oderland (Brandenburgia), odkryto ludzkie szczątki na zalesionym terenie porośniętym gęstą roślinnością. Badanie kryminalistyczne potwierdziło tożsamość zmarłego. Był to poszukiwany wcześniej pan Kozubiński. Badanie kryminalistyczne i późniejsze dochodzenie policji kryminalnej nie wykazały śladów przestępstwa - przekazał nam krótko Stefan Möhwald z biura prasowego Komendy Głównej Policji Brandenburgii.
"Mamo, nie martw się"
W poszukiwania Zbigniewa mocno zaangażowana była jego matka. Pani Katarzyna w rozmowie z o2.pl wspominała ostatnią rozmowę z synem. "Mamo, nie martw się. Dam sobie radę, mam 29 lat, w końcu muszę się ustatkować. Już wystarczająco mi pomogliście" - miał powiedzieć Zbigniew w dniu 20 kwietnia 2024 roku.
W końcu się na niego zdenerwowałam i powiedziałam kilka mocnych słów. On wówczas zdradził mi, że od tygodnia nie ma pracy i zaczął mnie uspokajać - relacjonowała.
Krótko przed zaginięciem (19 kwietnia) Zbigniew wysłał bratu zdjęcie, na którym miał poobijaną twarz. - On został pobity tam, gdzie pracował - stwierdziła matka zaginionego. Przekazała, że niemiecka policja miała się pojawić w tym miejscu. Funkcjonariusze - jak wynika z jej relacji - ustalili, że Zbigniew tam nie pracował, a jedynie przebywał.
Podobno tylko tam pił alkohol. Ale jak? Kiedy do mnie dzwonił, to on pracował. Pokazywał, jak operuje maszynami i jak zajmuje się krowami. Pokazywał też swoje mieszkanie. Za coś dostawał pieniądze - stwierdziła kobieta.
Gdy brat dostał niepokojące zdjęcie, od razu zapytał, co się stało. Wówczas Zbigniew miał przekazać, że spadł z tapczanu na butelkę. Innym przedstawiał odmienne wersje zdarzeń. Mówił też, że nie ma zęba. - Przecież to ewidentnie było pobicie. Nie chciał jednak powiedzieć, co się wydarzyło... - kontynuowała.
On się bał, ale nie wiem, czego - dodała Kozubińska.
Mateusz Domański, dziennikarz o2.pl