"Niedźwiedź, niedźwiedź!" Syn usłyszał krzyk 58-latki
Nie żyje 58-latka zaatakowana przez niedźwiedzia w Płonnej na Podkarpaciu. - Zadzwoniła do [syna] i podczas rozmowy on usłyszał jej krzyk "niedźwiedź, niedźwiedź!" Chwilę później połączenie zostało przerwane - relacjonował jeden ze strażaków w rozmowie z TVN24. Syn kobiety opisał okoliczności, w których - według niego - mogło dojść do tragedii.
W czwartek, 23 kwietnia, przed godz. 11.00 w miejscowości Płonna w powiecie sanockim znaleziono ciało 58-letniej kobiety. Z relacji jej syna wynika, że miał zaatakować ją niedźwiedź.
Na ciele kobiety były rozległe obrażenia. Ustalamy dokładne okoliczności śmierci - poinformowała aspirant sztabowy Anna Oleniacz, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Sanoku, w rozmowie z Wirtualną Polską.
Prokurator Rejonowy w Sanoku Izabela Jurkowska-Hanus przekazała TVN24, że obecnie nie ma żadnych okoliczności, które miałyby wskazywać na inną przyczynę zgonu.
Usłyszał krzyk matki
Z relacji syna wynika, że matka podczas rozmowy telefonicznej krzyknęła: "Niedźwiedź, niedźwiedź!", a po chwili rozmowa została przerwana.
Kobieta ma obrażenia głowy, szarpane i rozległe. Według relacji jej syna, zadzwoniła do niego i podczas rozmowy usłyszał on jej krzyk "Niedźwiedź, niedźwiedź!". Chwilę później połączenie zostało przerwane, kolejnego telefonu matka już nie odebrała - relacjonował strażak w rozmowie z TVN24.
Jak wyjaśnił, to właśnie syn znalazł ciało kobiety. Sam nie widział jednak zdarzenia ani zwierzęcia.
Niedźwiedź, jak leży, to jest taka skłębiona górka, jak kopiec z ciemnej ziemi. Jak się nastąpi, to nie ma ratunku. Musiał być za blisko, naszła na niego bezpośrednio i stała się tragedia - powiedział jeden z synów ofiary w rozmowie z TVN24.
Z nieoficjalnych informacji TVN24 wynika, że kobieta przebywała w lesie wraz z 27-letnim synem. Zbierali poroża jeleniowatych, na które jest sezon. W tym czasie niedźwiedzie, wybudzone z zimowego snu, są szczególnie aktywne.
Lokalne władze apelują o unikanie spacerów w lasach w tej okolicy.