Recepty, które prowadziły do śmierci. Śledztwo w Krakowie ws. zgonów kobiet
Policja bada serię zgonów młodych kobiet w Krakowie. Ofiary umierały w mieszkaniach, bez śladów przemocy. – Zauważyliśmy wiele zbieżnych elementów: młode kobiety, mnóstwo lekarstw i ten sam mężczyzna – mówi "Wyborczej" policjantka z wydziału kryminalnego KWP w Krakowie, która koordynuje czynności. Sprawa ruszyła do przodu.
Tym mężczyzną był Michał J., wcześniej pojawiający się w postępowaniach dotyczących zgonów młodych kobiet. Po wyjściu z aresztu miał wrócić do "branży" i ponownie pośredniczyć w zdobywaniu leków.
W styczniu 2025 r., gdy był już tymczasowo aresztowany, znaleziono ciało 27-latki. W mieszkaniu odkryto "małą aptekę" – ogromne ilości leków na ADHD, lęki i bezsenność. – "To ta sama grupa leków, jaką znaleźliśmy u Michała J." – podkreśla policjantka z wydziału kryminalnego KWP w Krakowie, pragnąca zachować anonimowość, w rozmowie z "Wyborczą".
Śledztwo ws. zgonów młodych kobiet. Policja zabrała głos
Zatrzymano także inne osoby z jego otoczenia. Według ustaleń policji było to jedno środowisko – młodzi ludzie w kryzysie emocjonalnym, wzajemnie zaopatrujący się w leki, korzystający z usług tego samego lekarza.
W centrum procederu miał stać doświadczony anestezjolog, zajmujący się leczeniem bólu. – "To on przepisywał lekarstwa i nie było to pojedyncze opakowanie. To było np. 12–13 pudełek" – mówi funkcjonariuszka. Recepty kosztowały nawet 1,5–2 tys. zł. Płatności realizowano m.in. blikiem, a po przelewie pacjenci otrzymywali kody do e-recept.
Lekarz – według śledczych – nie weryfikował historii chorób ani dawkowania. Część recept wystawiano na dane osób, które nie były jego pacjentami. Gdy apteki dzwoniły z pytaniem, potwierdzał ich autentyczność. Podczas przesłuchania miał twierdzić, że "ratował ludzi". – "To nie miało nic wspólnego z ratowaniem. Mógł kierować ich na odwyk" – odpowiada policjantka. Informacje o zgonach przyjął "na zimno".
Recepty realizowane w wielu miastach
Recepty realizowano w różnych miastach – od Krakowa po Gdańsk i Lublin – zwykle z opóźnieniem, by nie wzbudzać podejrzeń.
Ofiary to najczęściej młode, wykształcone kobiety z tzw. dobrych domów, zmagające się z depresją i lękiem. Michał J. miał uzależniać je od siebie i od dostępu do leków. – "Mówił: sprzedam, ale musisz mi jeszcze posprzątać mieszkanie" – relacjonuje śledcza. Wokół niego tworzył się krąg osób uzależnionych.
Policja potwierdza cztery zgony młodych kobiet po zażyciu opioidów i benzodiazepin oraz jedną próbę samobójczą. Niewykluczone, że ofiar jest więcej, jednak część przypadków pozostaje niewyjaśniona. Śledztwo trwa, a śledczy sprawdzają, czy w proceder zaangażowani byli także inni lekarze.