Rodzice Michalinki zginęli. Z bliska widział tragedię. Teraz ujawnia
Do niewyobrażalnej tragedii doszło na przejeździe kolejowym w Ząbkowicach. 21 grudnia zginęli tam 31-letni Krystian i Iwona. Osierocili 2-letnią Michalinkę. Reporterzy "Uwagi!" dotarli do świadka koszmarnego wypadku.
Mężczyzna opowiedział "Uwadze!", jak dokładnie wyglądał tragiczny wypadek z udziałem rodziców Michalinki.
Jechałem bezpośrednio za nimi, może 25 metrów od nich. Usłyszałem huk i pociąg pociągnął za sobą samochód. Jak wjeżdżali na przejazd, zapory były podniesione i nie świeciło się światło. Pamiętam, że czerwone światła zapaliły się dopiero, jak przejechały trzy-cztery wagony, a po chwili zgasły - zaznaczył.
Sceny na S19. Za kierownicą 20-letni Ukrainiec. Nagle wysiadł z auta
Padło też pytanie o to, czy ofiary miały szansę zauważyć pociąg. - Nie wiem, czy jest możliwe zauważyć pociąg, który jedzie z taką dużą prędkością - dodał świadek.
To była tragedia. Coś nie zadziałało, skoro te rogatki się mnie zamknęły. Coś jest nie tak z tym systemem. To nie była pierwsza taka sytuacja. Wiem, że nie raz stał tak znak "Uwaga, rogatka uszkodzona" - kontynuował.
Najprawdopodobniej systemy bezpieczeństwa zawiodły. Bliscy tragicznie zmarłego małżeństwa są wręcz przekonani, że to przyczyna wypadku. - Wiele osób informowało mnie już, że wcześniej zgłaszano, że te rogatki nie działają na czas. Mówili, że pociąg przejechał i dopiero się opuszczały szlabany - powiedział "Uwadze!" pan Sebastian Sikorski, brat Iwony.
Pojechałem w miejsce wypadku, bo chciałem zapalić znicz. Kiedy tam byłem zaczepił mnie jakiś człowiek, były strażak, który powiedział mi, że tego samego dnia rano rogatki też nie zadziałały. Samochód przejechał, a zaraz za nim przejechał pociąg - dodał Andrzej Sikorski, drugi brat pani Iwony.
"Zostało wszczęte śledztwo"
Okoliczni mieszkańcy wyznali w rozmowach z reporterami, że rzeczywiście pojawiały się problemy z rogatkami. Reporter "Uwagi!" chciał porozmawiać na ten temat z PKP, ale nikt nie chciał odpowiedzieć na pytania. Dyrekcja PKP PLK w Opolu jedynie wyraziła żal i ubolewanie. Podano też, że trwa badanie przyczyn wypadku - powołano specjalną komisję.
Sprawą zajmuje się też prokuratura w Ząbkowicach Śląskich. - To był strzeżony przejazd kolejowy z automatycznym systemem zamykania zapór i ostrzegania. Z wstępnych ustaleń wynika, że zapory nie były opuszczone, w momencie na kiedy pociąg nadjeżdżał. Prawdopodobnie oświetlenie też nie działało - przekazał reporterom TVN-u prok. Mariusz Pindera z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.
Zostało wszczęte śledztwo. Zabezpieczono cały system, który sterował przejazdem kolejowym. Będzie ustalane, czy to skutek zaniechania lub błędu człowieka, czy to błąd samego urządzenia - dodał.