Spłonęli w autobusie. Szokujące wieści o sprawcy. Horror w Szwajcarii
Sześć osób zginęło w pożarze autobusu w szwajcarskiej miejscowości Kerzers. Śledczy ustalili, że ogień wzniecił jeden z pasażerów, który oblał się łatwopalną cieczą i podpalił. Mężczyzna również zginął w pożarze. Jak ujawniają media, już wcześniej zdecydował się na desperacki krok.
Do tragedii doszło we wtorek (10 marca) wieczorem - około godziny 18.30. Według ustaleń szwajcarskich śledczych 65-letni Roger K. wsiadł do autobusu, a następnie oblał się łatwopalną substancją i podpalił. W krótkim czasie pojazd stanął w ogniu.
W pożarze zginęło sześć osób, w tym sam sprawca. Kilka kolejnych zostało rannych. Ogień rozprzestrzenił się bardzo szybko, a pasażerowie znajdujący się w tylnej części autobusu mieli niewielkie szanse na ucieczkę.
Jak podają szwajcarskie media "Blick" i "20 Minuten", mężczyzna już wcześniej był "bohaterem" dramatycznego zdarzenia. W sierpniu 2019 roku wtargnął do budynku szwajcarskiego nadawcy publicznego SRF w Bernie. Zabarykadował się w środku i groził, że zrobi sobie krzywdę. Policja szturmowała budynek, obezwładniła go i przewiozła do szpitala. W tamtym zdarzeniu nikt nie odniósł obrażeń.
Niedługo później Roger K. miał wysłać wiadomość do redakcji "Blicka". Napisał w niej: "Ciężko choruję na chorobę mięśni i przez całe życie pracowałem".
Dodał także: "Teraz chcę jeszcze zrealizować swoją ostatnią wolę, zanim będę mógł odejść w spokoju". Nie wyjaśnił jednak, co dokładnie miał na myśli.
Był samotnikiem
Według ustaleń mediów mężczyzna był samotnikiem. Ostatnio mieszkał w kamperze zaparkowanym na terenie gospodarstwa rolnego. Z relacji znajomych wynika, że zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi i silnym bólem, który utrudniał mu poruszanie się.
Media podają także, że do końca marca miał opuścić miejsce postoju swojego pojazdu, ponieważ zgoda na korzystanie z działki wygasała.
Krótko przed tragicznym zdarzeniem K. miał dobrowolnie zgłosić się do kliniki. Opuścił ją jednak kilka godzin przed pożarem.