Tylko pięć słów. 19-latka zagryziona na śmierć. Dramat w Anglii
"Proszę, po prostu ją uśpijcie" - te pięć bolesnych słów skierował do policjantów Jack Biscoe, chwilę po tym, jak w sypialni własnego domu odnalazł ciało swojej 19-letniej córki. Jamie-Lea Biscoe została zagryziona przez psa, który przez siedem lat był uważany za "najlepszego przyjaciela" dziewczyny.
Do tragedii doszło w miniony piątek wieczorem w miejscowości Leaden Roding w hrabstwie Essex (wschodnia Anglia). 37-letni Jack Biscoe, po powrocie do domu, zastał w sypialni makabryczny widok - jego córka leżała na podłodze z głęboką raną szarpaną szyi. Mimo błyskawicznego przyjazdu służb ratunkowych, życia 19-latki nie udało się uratować. Lekarze stwierdzili zgon na miejscu.
Sprawcą ataku była Shy, suczka w typie mieszańca rasy lurcher o marmurkowym umaszczeniu. Rodzina jest w szoku, ponieważ pies mieszkał z nimi od siedmiu lat i nigdy wcześniej nie przejawiał agresji. 37-letni Jack był absolutnie wstrząśnięty.
Powiedziałem policjantom: "Proszę, po prostu ją uśpijcie" - zaznaczył ojciec zmarłej dziewczyny w rozmowie z "The Sun".
"Najłagodniejszy pod słońcem"
Mężczyzna wyznał, że nie chciał już więcej widzieć tego psa. - Był najłagodniejszy pod słońcem. To najlepsza przyjaciółka mojej córki, a mimo to ją zabiła - skomentował.
W chwili ataku w domu znajdowały się także dwa szczenięta suczki, jednak przebywały one na parterze i nie brały udziału w zdarzeniu. Jack Biscoe uważa mimo to, że one również nie powinny trafić do innej rodziny. - Widziały zbyt dużo - ocenił ojciec ofiary.
Tragedia wstrząsnęła lokalną społecznością. Jamie-Lea jest wspominana przez sąsiadów i znajomych jako lubiana, pełna życia młoda kobieta. Przed domem rodziny Biscoe pojawiają się kwiaty i dowody pamięci.