Holenderski sąd wydał wyrok w sprawie 21-letniego mężczyzny Jakuba O., który został uznany za winnego śmiertelnego pobicia Polaka, 46-letniego Arkadiusza. Sąd orzekł karę ośmiu lat pozbawienia wolności, podkreślając, że sprawca użył "nadmiernej przemocy". Serwis Rijnmond poinformował, że wyrok zapadł w czwartek. Wyrok jest już prawomocny.
Według ustaleń sądu, oskarżony działał z wyjątkową brutalnością, co przyczyniło się do śmierci ofiary. Sąd uznał, że kara ośmiu lat więzienia jest adekwatna do popełnionego czynu. Prokuratura domagała się co najmniej kary 10 lat więzienia.
Portal Rijnmond przypomina, że do zdarzenia w doszło w nocy z 11 na 12 listopada 2023. To właśnie wtedy na jedną z ulic Rotterdamu przyjechała policja, która znalazła zakrwawionego mężczyznę na ziemi. 46-letni Arkadiusz zmarł w polskim szpitalu 6 stycznia.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Pobicie Polaka w Holandii. Wstrząsające szczegóły zbrodni
Jak podają holenderskie media, 46-latek był bezdomny. Kiedyś przebywał w więzieniu za kradzież. Spotkał parę z Polski przypadkiem. Oni również błąkali się po mieście, wynajmowali niewielki pokój. Postanowili zaprosić Arkadiusza do siebie na nocleg. W Holandii mieli znajdować się nielegalnie.
Oskarżony miał zeznać, że gość zaproponował zrobienie z dziewczyny prostytutki, która pozwoli zarobić pieniądze. Przed sądem Jakub O. przyznał się do napadu na mężczyznę. Wiadomo, że zażywał ecstasy, amfetaminę, marihuanę, pił alkohol.
Miał go uderzyć i założyć worek na śmieci na głowę. Następnie kablem do Xboxa związał ofierze ręce i stopy. Gdy policja znalazła zamordowanego, miał połamane zęby, ślady na szyi i nadgarstkach. Jego twarz była zakrwawiona, oczy ledwo widoczne. Prokuratura założyła, że doszło do próby duszenia.
Chciał zgwałcić moją dziewczynę. Zaczął dotykać jej piersi, brzucha i nóg. Ja chciałem ją uchronić - cytuje Rijnmond skazanego Polaka. - Został zmiażdżony jak żaba - wyznał.
Patolog stwierdził, że doszło do powolnej, ale gwałtownej śmierci, która była wynikiem uszkodzenia mózgu, niewydolności narządów, zapalenia płuc i ostatecznie zatrzymania akcji serca. Śledczy twierdzili, że mężczyzna nie dokonał mordu sam, ale prokuratura nie zdobyła dowodów.