Córka Jaworka przemówiła. "Miałyśmy być jego celem"
Zbrodnia w Borowcach wstrząsnęła całą Polską. Jacek Jaworek w nocy z 9 na 10 lipca 2021 roku zastrzelił brata Janusza, bratową Justynę i ich syna. Teraz głos zabrała córka mordercy. - Przestałam go traktować jak człowieka - wyznała w sądzie.
Jacek Jaworek doczekał się trójki dzieci. Jego córka dziś ma 28 lat, a synowie - 21 i 17 lat. Młoda kobieta w sądzie nawiązała do tragedii w Borowcach, gdzie w nocy z 9 na 10 lipca 2021 roku jej ojciec zastrzelił 44-letniego brata Janusza, 44-letnią bratową Justynę i ich 16-letniego syna. Później uciekł, a jego zwłoki znaleziono dopiero 19 lipca 2024 roku. Wcześniej ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości.
Sceny na S19. Za kierownicą 20-letni Ukrainiec. Nagle wysiadł z auta
Córka Jaworka mówiła w sądzie, że po tragedii w Borowcach bała się, że ojciec pojawi się również w ich domu. - Przez trzy lata żyliśmy w ciągłym strachu - zaznaczyła, cytowana przez "Fakt".
Gdy miała 21 lat, przekonała mamę do rozwodu. Jak zareagował ojciec? - Powiedział mi, że rozbiłam jego rodzinę i przeciwstawiłam mu się. On nie znosił sprzeciwu - podkreśliła córka Jaworka.
Ojciec "był nie do życia". Zastraszał nas, mówił, że jesteśmy g****m - dodała. - To ja i mama miałyśmy być jego celem - stwierdziła przed sądem.
Ujawniła też, jak wyglądało jej dzieciństwo. Według córki, Jacek Jaworek faworyzował jednego syna, a resztę dzieci pomijał.
Potrafił perfekcyjnie kogoś omotać. Moją mamę podporządkował sobie. Mamie trudno było się z tego wyrwać, gdy pojawili się młodsi bracia, było jeszcze trudniej jej uwolnić się od niego. Awantury nawarstwiały się jeszcze bardziej. Ojciec mówił do mamy, że ją zabije, gdy odejdzie od niego, albo będzie miał ją do śmierci. Robił celowo sprzeczki, wszczynał awantury o byle co. Kwitował to wtedy, że ludzie będą jeszcze o nim głośno mówić - zaznaczyła 28-latka, której słowa przytacza tabloid.
Zastanawia się, dlaczego popełnił samobójstwo
W rozmowie z "Faktem" kobieta wyznała, że nie wie, dlaczego Jacek Jaworek ostatecznie popełnił samobójstwo.
Nie da się wybaczyć, trzeba z tym żyć. Założyłam swoją rodzinę. Wszystko robię, żeby o tym zapomnieć. Moja mama bardzo dużo wzięła na siebie, cały czas drąży ten temat. Chce poznać prawdę. "Pan Jacek" miał silną osobowość. Dumę i charakter, nazywał się "bogiem". To nie był człowiek zdolny do samobójstwa, co się stało, że oddał samobójczy strzał? Wciąż nie wiemy - podsumowała.