Gerard B. staranował policjanta. Prokuratura nie zgadza się z decyzją sądu
Policjant, jadąc motocyklem, został staranowany w centrum Słupska przez rozpędzonego mercedesa. 49-latek nie przeżył. Sprawcą wypadku, do którego doszło w 2024 r., był Gerard B. Słupski sąd uznał, że zdarzenie było wypadkiem ze skutkiem śmiertelnym, a nie zabójstwem drogowym. Prokuratura Okręgowa w Słupsku nie zgadza się z tą decyzją. Według śledczych doszło do zabójstwa.
Przypomnijmy, że do wypadku doszło w czerwcu 2024 r. Gerard B. szalał sportowym mercedesem po ulicach Słupska. W pewnym momencie z impetem przejechał przez skrzyżowanie na czerwonym świetle, po czym wjechał w jadącego motocyklem policjanta - podinsp. Rafała Fortuńskiego. Poszkodowanego 49-latka przewieziono do szpitala, niestety jego życia nie udało się uratować.
Śledczy ustalili, że w chwili zdarzenia B. kierował samochodem z prędkością od 152 do 156 km/h, przejeżdżając na czerwonym świetle.
Zabójstwo drogowe czy wypadek?
Prokuratura zarzuciła Gerardowi B. popełnienie zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Słupski sąd uznał jednak, że spowodował on wypadek drogowy ze skutkiem śmiertelnym.
Prokuratura Okręgowa w Słupsku nie zgadza się z tą decyzją - złożyła zażalenie na postanowienie Sądu Okręgowego w Słupsku. Teraz sprawą zajmie się Sąd Apelacyjny w Gdańsku.
Prokuratura zarzuciła postanowieniu Sądu Okręgowego błąd w ustaleniach faktycznych domagając się jednocześnie, uznania, że zachowanie Gerarda B., którego skutkiem była śmierć Rafała Fortuńskiego, wbrew twierdzeniu tego sądu stanowiło jednak zbrodnię zabójstwa – wyjaśniono w oświadczeniu prokuratury.
Nie odpowie za śmierć policjanta?
Przypomnijmy: sąd nie zakwestionował kwalifikacji karnej pozostałych czynów zarzucanych podejrzanemu - sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym oraz publicznego prezentowania w Internecie nagrań nawołujących do nienawiści na tle różnic narodowościowych i wyznaniowych.
Mimo to postanowił umorzyć postępowanie wobec Gerarda B., ponieważ w chwili popełniania czynów "nie mógł on rozpoznać ich znaczenia i pokierować swoim postępowaniem".
Zapadła decyzja o umieszczeniu podejrzanego w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym (biegli uznali, że B. "z powodu choroby psychicznej w chwili popełnienia zarzucanych mu czynów był niepoczytalny, a jego pozostawanie na wolności stanowi zagrożenie dla innych ludzi"). 36-latek otrzymał zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych.
Prokuratura nie kwestionuje samego umorzenia postępowania i umieszczenia Gerarda B. w zakładzie psychiatrycznym. Chodzi jedynie o zmienioną kwalifikację karną zarzucanego podejrzanemu czynu. Zdaniem śledczych, doszło do zabójstwa, a narzędziem zbrodni był samochód Gerarda B.
Mężczyzna nadal przebywa w areszcie.