"Jest zagrożony". "Łomiarz" wyszedł na wolność
- Może spotkać się z agresją ze strony innych ludzi. W praktyce to on może być osobą zagrożoną - mówi o2.pl Paweł Moczydłowski, specjalista ds. kryminologii. Henryk R., znany jako "Łomiarz", 28 kwietnia 2026 roku opuścił więzienie.
Henryk R., znany jako "Łomiarz", ponownie opuścił zakład karny. To jeden z najbardziej brutalnych przestępców, o których głośno było w Polsce w latach 90. Odpowiada za serię napadów na starsze kobiety w Warszawie, w wyniku których zmarło pięć osób. Jego sprawa przez lata budziła ogromne emocje i strach.
"To, że nie lubi kobiet, jest teraz jego najmniejszym problemem"
Henryk R. w 2008 i 2016 roku opuszczał więzienia i po niedługim czasie ponownie dopuszczał się ataków. Teraz będzie przebywał w Konstancinie-Jeziornie, miejscowości, w której mieszkał przed dokonywaniem napadów. Służby zadecydowały o założeniu mu specjalnej bransoletki z nadajnikiem GPS, za pomocą której jego ruchy będą znane służbom.
Paweł Moczydłowski, polski kryminolog, twierdzi, że każdy mieszkaniec powinien mieć oczy szeroko otwarte. - Jeśli "Łomiarz" ma choć trochę rozumu, to na jego miejscu byłbym najgrzeczniejszym człowiekiem pod słońcem. To, że nie lubi kobiet jest teraz jego najmniejszym problemem. On jest teraz znany. Nieznani będą ci, co mogą mu gębę obić, i ci, co wyrządzać będą ludziom krzywdę w okolicy. I tego powinna się obawiać społeczność lokalna - mówi w rozmowie z o2.pl.
Dodaje, że sama bransoletka jest na tyle skutecznym narzędziem, że trudno będzie mu dopuścić się przestępstw.
"To on jest zagrożony"
Zdaniem specjalisty to "Łomiarz" może czuć się zagrożony po opuszczeniu więzienia.
To on może stać się celem samosądu albo odwetu ze strony ludzi. Może oberwać nawet za to, czego nie zrobił. On musi naprawdę bardzo uważać, żeby nie wpakować się w kłopoty, w postaci różnego rodzaju agresji. Może spotkać się z niechęcią, uprzedzeniami, a nawet agresją ze strony innych ludzi. W praktyce to on może być osobą zagrożoną. Jego życie po wyjściu będzie bardzo utrudnione. Dlatego ważne jest wsparcie rodziny i otoczenia - mówi nam Paweł Moczydłowski.
Ataki Henryka R. w przeszłości stały się powodem do obaw wielu ludzi. Na pytanie, czy "Łomiarz" ponownie może zaatakować, nasz rozmówca odpowiada przecząco.
Skoro nie osadzono go w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie, to znaczy, że uznano go za osobę racjonalną, świadomą konsekwencji i swojego dobra. Wie też, że jeśli ponownie popełni podobne czyny, więcej już nie odzyska wolności. Wie też, że sam może być dziś osobą zagrożoną i potrzebującą pomocy organów ścigania, więc musi żyć dobrze z prawem w ogóle, jeśli chce od niego pomocy. Moim zdaniem będzie chciał żyć w zgodzie z "oczami wielkiego brata" i nie wróci do przestępstwa.
Za co siedział "Łomiarz"?
Do ataków Henryka R. dochodziło w latach 1992–1993 na terenie stolicy. Sprawca napadał głównie na starsze kobiety, uderzał je tępym narzędziem i odbierał im torebki. Od sposobu działania media nadały mu pseudonim "Łomiarz". We wrześniu 1993 roku Henryk R. został zatrzymany i oskarżony o 29 napadów.
W chwili zatrzymania odbywał już karę 4,5 roku więzienia za wcześniejsze napaści na kobiety. Śledczy ustalili, że części przestępstw miał dokonywać podczas przepustek z zakładu karnego w Łowiczu. Początkowo skazano go na 25 lat więzienia, jednak po apelacji wyrok zmniejszono do 15 lat za jeden udowodniony napad. Zakład karny opuścił we wrześniu 2008 roku.
Już rok później ponownie został zatrzymany pod zarzutem rozboju, za który w 2012 roku prawomocnie skazano go na siedem lat więzienia. W 2016 roku wyszedł na wolność, lecz wkrótce znów zaatakował - tym razem 71-letnią kobietę w Łowiczu. Jeszcze tego samego dnia został zatrzymany i usłyszał kolejny wyrok dziesięciu lat pozbawienia wolności. 28 kwietnia 2026 roku ponownie opuścił więzienie.
Karol Osiński, dziennikarz o2.pl.