O sprawie nastolatków, którzy mieli rozebrać kolegę, pierwszy poinformował TVN24. To matka 14-latka wysłała list do redakcji, opisując, że chłopcy mieli zaatakować i rozebrać ofiarę na szkolnym korytarzu w placówce w Tyńcu Małym (gm. Kobierzyce pod Wrocławiem). Nastolatek od dawna miał być też gnębiony przez grupę. Sprawa trafiła do sądu rodzinnego.
Policjanci wskazują w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że zabezpieczyli już monitoring podwrocławskiej szkoły, przesłuchali matkę chłopca i ustalili domniemanych sprawców. Sąd prowadzi przeciwko nim postępowanie o dopuszczenie się "innych czynności seksualnych".
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Dziennikarze "Wyborczej" ustalili, że ofiara i reszta nastolatków pozornie żyła w dobrych relacjach. Chłopcy byli ministrantami, chodzili wspólnie na ryby. Gnębiony nastolatek nie powiedział o całej sprawie rodzicom. Dowiedzieli się o niej od znajomych, okrężną drogą.
We wsi narasta "atmosfera linczu"
Część rodziców chciała wyciągnąć konsekwencje wobec dzieci już na zebraniu, gdy dyrektor tłumaczyła, co stało się w szkole. Zebrani mieli "wydać wyrok". Chcieli odizolować nastolatków od reszty grupy.
Jak zauważa "Wyborcza" po rozmowie z mieszkańcami: "w miejscowości narasta atmosfera linczu".
Przychodzi do mnie wielu mieszkańców i pytają, co robić? Ja mówię: nic nie róbcie, nie wolno atakować. Musicie pokazać swoją inność, musicie poczekać na wyrok i wtedy możecie mówić, że są niedobrzy. Być może to była jakaś tragiczna pomyłka - próbuje tonować nastroje sołtys wsi.
Z kolei na płocie jednego z domniemanych sprawców pojawił się baner z napisem "Jesteś zakałą rodziny". Padają słowa o "zwyrodnialcach" i "gwałcicielach".