"Odebrano szansę na sprawiedliwość". List matki zabójcy Adamowicza
Przeddzień rocznicy śmierci Pawła Adamowicza, matka Stefana Wilmonta. napisała list otwarty, opublikowany na portalu "Gdańsk Strefa Prestiżu". Kobieta pisze, że "zaniechania" adwokatów odebrały "jej dziecku ostatnią szansę na sprawiedliwość". Kobieta twierdzi, że Wilmont jest osobą "chorą psychicznie".
Paweł Adamowicz został zaatakowany 13 stycznia 2019 roku. Urzędujący wtedy prezydent Gdańska otrzymał śmiertelny cios nożem podczas finału WOŚP. Samorządowiec zmarł 14 stycznia. Napastnikiem okazał się Stefan Wilmont (sąd zezwolił na publikację jego imienia i nazwiska), który został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności.
7 lat po dramatycznych wydarzeniach w Trójmieście list otwarty do opinii publicznej napisała matka Stefana Wilmonta. List opublikował portal "Gdańsk Strefa Prestiżu".
Kobieta opisuje w liście, że "ostatnią szansą na rozpatrzenie tego, czy wcześniejsze postępowania były rzetelne i sprawiedliwe" było odwołanie do Sądu Najwyższego. Matka Wilmonta wskazuje, że skarga do Sądu Najwyższego nigdy nie została rozpatrzona.
Ta kasacja nigdy nie została rozpoznana. Nie dlatego, że była bezzasadna. Nie dlatego, że z niej zrezygnowaliśmy. Lecz dlatego, że nie została wniesiona w terminie. W praktyce oznaczało to zamknięcie drogi prawnej, zanim Sąd Najwyższy mógł w ogóle zapoznać się z treścią sprawy. Oznaczało to, że los mojego syna został przesądzony nie w wyniku merytorycznej oceny, lecz z powodu rażącego zaniedbania proceduralnego. Z powodu błędu, który nie miał prawa się wydarzyć w rękach profesjonalistów - opisuje kobieta.
Według matki Stefana Wilmonta, winę za całą sytuację ponoszą adwokaci mężczyźni. W jej opinii powinni kierować się "najwyższą starannością, rzetelnością i lojalnością wobec klienta".
Ich zaniechanie odebrało mojemu dziecku ostatnią szansę na sprawiedliwość – osobie chorej psychicznie, pozostającej w szczególnie trudnej sytuacji życiowej i całkowicie zależnej od rzetelności działań swoich pełnomocników. Nie był to błąd losowy, nie była to siła wyższa. Było to zaniedbanie ludzi, którzy wiedzieli, czym jest termin, i wiedzieli, jakie są skutki jego przekroczenia - tłumaczy autorka listu otwartego.
Matka Stefana Wilmonta przyznała, że próbuje zbadać odpowiedzialność zawodową adwokatów zabójcy.
Piszę, bo wierzę, że media są jeszcze miejscem, gdzie można zapytać głośno o rzeczy trudne, niewygodne i bolesne. Ten list jest wołaniem o uwagę, nie o sensację jest wołaniem o uwagę, odpowiedzialność i elementarną uczciwość - pisze kobieta.