Proces Sebastiana M. dobiega końca. "Zaczną sypać się iskry"
16 lutego zeznawali kolejni świadkowie, którzy uczestniczyli w akcji ratunkowej po wypadku Sebastiana M. Wśród nich był Paweł D., komendant straży w Piotrkowie Trybunalskim. Chociaż zeznania świadków były poruszające, to w sądowych korytarzach słychać, że "iskry zaczną sypać się dopiero na kolejnych rozprawach". - Proces wchodzi w decydującą fazę - mówi o2.pl mec. Łukasz Kowalski, pełnomocnik rodziny ofiar.
W trakcie poniedziałkowej rozprawy (16 lutego) zeznawali kolejni strażacy, którzy brali udział w akcji ratowniczej po wypadku Sebastiana M., do którego doszło we wrześniu 2023 roku. Funkcjonariusze PSP zgodnie zeznali, że widok na miejscu był "przerażający".
Zeznający strażacy wskazali, że mijali Sebastiana M. i jego pasażerów. Jadąc do zdarzenia nie zdawali sobie sprawy, że BMW brało udział w wypadku. Otrzymali zgłoszenie o "pożarze Kii". Jeden z mundurowych podkreślił, że "udzielał pasażerom BMW i kierowcy psychicznego wsparcia".
Kilkaset metrów od spalonego auta stał drugi uczestnik zdarzenia, pojazd BMW. Był na jezdni. Tym samochodem podróżowały trzy osoby. Znajdowały się poza pojazdem. Raczej nie mieli obrażeń. Samo auto miało uszkodzony przód - powiedział jeden z interweniujących na miejscu strażaków z PSP w Piotrkowie Trybunalskim.
W sądzie wyjaśnienia złożył Paweł D. To komendant Państwowej Straży Pożarnej w Piotrkowie Trybunalskim. Mężczyzna brał udział w akcji.
- Co pan ma wspólnego z tym zdarzeniem? - zapytała sędzia Renata Folkman, próbując dowiedzieć się, z czego wynikała obecność komendanta PSP na miejscu zdarzenia.
Z procedury PSP wynika, że oficer operacyjny jest wzywany do wypadku, w którym ginie większa liczba osób albo występuje pożar charakterystyczny. Wraz z oficerem operacyjnym na miejscu musi pojawić się komendant miejski - powiedział Paweł D. Wskazał, że "miał dyżur w trakcie zdarzenia".
D. wyznał, że od razu w oczy rzucił mu się widok spalonych ciał w kabinie - Wewnątrz były trzy postaci, dwie z tyłu i jedna na fotelu kierowcy. Jedną z tych osób było dziecko. Zacząłem oględziny auta. Zacząłem zastanawiać się, czemu on stoi tyłem do kierunku jazdy. Wtedy zauważyłem, że auto ma wgnieciony tył - powiedział strażak.
Świadek zeznał, że "poszedł do BMW, które miało być uczestnikiem wypadku". Potwierdził, że koło auta stały trzy osoby, a później "pojawili się kobieta i mężczyzna". D. nie pytał jednak, po co przyjechali. - Widziałem też, że jakiś człowiek siedział na barierce. Powiedział, że jest świadkiem i czeka na decyzję policji co dalej - stwierdził Paweł D.
Proces Sebastiana M. wchodzi w decydującą fazę
Na korytarzu Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim wyczuwalne jest coraz większe zdenerwowanie. Według stron, dopiero teraz proces wejdzie w decydującą fazę. Jak nieoficjalnie słyszymy "iskry zaczną sypać się na kolejnych rozprawach".
Podczas kolejnych rozpraw dojdzie do decydujących rozstrzygnięć. W kuluarach słychać, że głos w nieokreślonym terminie może zabrać rodzina ofiar Sebastiana M., która jest zbulwersowana postawą oskarżonego. Bliscy tragicznie zmarłego małżeństwa i ich dziecka nie mogą zrozumieć, że Sebastian M. początkowo chciał mediacji oraz planował dobrowolnie poddać się karze, a teraz "próbuje zrzucić pełną odpowiedzialność za wypadek na ofiary".
Z kolei 26 lutego sąd ma odnieść się do ekspertyzy prywatnej, zleconej przez mec. Katarzynę Hebdę. Adwokat Sebastiana M. przedstawiła badanie, które - jej zdaniem - jest "dowodem na niewinność oskarżonego".
Według eksperta sporządzającego opinię, na wypadek mogła wpływać domniemana jazda Kii na kole dojazdowym i nieprawidłowa zmiana pasa. Stoi to jednak w sprzeczności z zebranym materiałem dowodowym przez prokuraturę i zeznaniami świadków.
Na pewno proces wchodzi w decydującą fazę. Na ten moment mamy zeznania strażaków, które nic nie wnoszą nowego do materiału dowodowego. 26 lutego sąd powinien odnieść się do złożonej przez obronę ekspertyzy prywatnej. Jeżeli sąd uzna, że wnioski z ekspertyzy są błędne i całkowicie ją odrzuci, zakończy to procedurę dowodową - mówi o2.pl mec. Łukasz Kowalski, pełnomocnik rodziny ofiar.
Kiedy wyrok? Jak udało nam się ustalić, wiele zależy od decyzji sądu dot. ekspertyzy. Jeżeli - jak słyszymy - "sąd podejmie odważną decyzję i odrzuci ekspertyzę prywatną" - wyrok może zapaść w kwietniu lub w maju.
Sprawa Sebastiana M.
Do dramatycznego w skutkach wypadku na autostradzie A1 doszło we wrześniu 2023 roku. W zdarzeniu zginęła trzyosobowa rodzina (rodzice i dziecko), którzy spalili się żywcem. Według ustaleń prokuratury, sprawcą zdarzenia był kierowca BMW, który uderzył w osobową Kię. Auto prowadził Sebastian M.
Sprawa zyskała ogólnopolski rozgłos ze względu na postawę podejrzanego i działania służb. Sebastian M. nie został zatrzymany przez policję zaraz po wypadku. Nie zabrano mu dokumentów. Mężczyzna uciekł do Niemiec, a następnie do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Do sprowadzenia Sebastiana M. do Polski konieczna była długa i skomplikowana ekstradycja. Podejrzany wrócił do kraju w maju 2025 roku. We wrześniu 2025 roku odbyła się pierwsza rozprawa.
Sebastian M. usłyszał zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku, za co grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności.
Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl