"Rozmawiał przez telefon, był wystraszony". Oto co Sebastian M. robił po wypadku
Kolejna rozprawa Sebastiana M. Z dzisiejszych zeznań strażaka PSP w Piotrkowie Trybunalskim wynika, że zaraz po wypadku na A1 oskarżony nerwowo gdzieś dzwonił. - Rozmawiał przez telefon. Był wystraszony - powiedział strażak.
Przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim trwają zeznania strażaków, policjantów i ratowników, którzy brali udział w akcji ratowniczej po wypadku na autostradzie A1 (16 września 2023 roku). W wypadku zginęła trzyosobowa rodzina. O spowodowanie wypadku oskarżony jest Sebastian M. Mężczyzna miał poruszać się z prędkością ponad 300 km/h.
W trakcie rozprawy, która odbyła się 20 lutego, jeden ze strażaków ujawnił, że po tragedii "Sebastian M. zachowywał się nerwowo". Mężczyzna, który odpowiada za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym miał po wypadku "stać na poboczu" i "był wystraszony".
Zauważyłem trzy osoby, które stały na poboczu. Jednym z nich był Sebastian M. Rozmawiał przez telefon, był wystraszony. Miał na sobie kamizelkę odblaskową. Pytaliśmy, czy mężczyźni potrzebują pomocy. Nie wyrazili potrzeby. Później dwie karetki zabrały dwóch mężczyzn z całej trójki - powiedział strażak.
Z zeznań strażaka wynika, że tylko M. został na miejscu wypadku. Na miejscu dość szybko pojawiły się dwie kobiety (partnerki osób z BMW).
Funkcjonariusz PSP wskazał, że "w pewnym momencie koło BMW zaczął przechadzać się starszy mężczyzna".
Rozmawiał przez telefon. Później odszedł z kobietami, które wcześniej czekały w moim aucie. Cała ta akcja trwała długo. Nie wiem, gdzie dzwonił ten człowiek - dodał strażak.
Kolejny z zeznających strażaków ujawnił, że starszym mężczyzną był ojciec Sebastiana M. To on usłyszał, że BMW zostanie przekazane prowadzącemu śledztwo prokuratorowi.
Sprawa Sebastiana M.
Według ustaleń śledczych, BMW Sebastiana M. (jadące ponad 300 km/h) uderzyło w osobową Kię, która stanęła w płomieniach. W środku uwięziona została trzyosobowa rodzina (rodzice i 5-letnie dziecko), którzy spłonęli żywcem. Sprawa stała się medialna ze względu na zachowanie M. Mężczyzna zaraz po wypadku opuścił Polskę.
M. nie został zatrzymany przez policjantów. Nie zatrzymano też jego dokumentów. Niedługo po zdarzeniu oskarżony uciekł do Niemiec, a następnie (przez Turcję, do której udał się drogą lądową) do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Sebastian M. został sprowadzony do Polski dopiero po długiej procedurze ekstradycyjnej, która trwała do maja 2025 roku. Przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim stanął we wrześniu 2025 roku. Za zarzucane przestępstwo grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności.
Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl