Znajomy wszystko ujawnił. Piotr K. miał konflikt z żoną
Piotr K. chciał rozwodu i szukał kawalerki do wynajęcia - przekonuje w rozmowie z "Uwagą!" znajomy funkcjonariusza, z którym poznał się Afganistanie. Dodaje, że żona prawdopodobnie nie stanęła za nim w konflikcie w pracy. Z relacji znajomego wynika, że badania psychologiczne, które Piotr K. ostatnio przeszedł, są farsą.
W poniedziałek 26 stycznia w mieszkaniu przy ul. Bałtyckiej w Ustce doszło do tragedii. 44-letni Piotr K., major Służby Ochrony Państwa, rzucił się na żonę, dwójkę dzieci oraz swoich teściów. Mężczyzna zadał śmiertelne rany 4-letniej córce. Ciężko ranna została żona, która próbowała chronić rodziców i dzieci. Ma obrażenia wielonarządowe i rany cięte. Do szpitala trafili też jej rodzice oraz syn, któremu udało się uciec. Chłopiec oraz dziadek mieli już opuścić lecznicę.
Sąsiedzi rodziny twierdzą, że funkcjonariusz SOP był wzorowym ojcem. - Ona mi mówiła, że ma szczęśliwe małżeństwo i jest zadowolona z życia. Nic nie wskazywało na to, żeby mogło dojść do takiej tragedii - mówiła w "Uwaga! TVN" pani Żaneta, koleżanka rannej żony Piotra K.
Nowe światło na sprawę rzuca znajomy mężczyzny. Z K. poznał się na misji w Afganistanie, a potem razem byli w Iraku. - Taka służba to jest obciążenie psychiczne. Wyjeżdża się gdzieś w Kabulu i nie wiadomo, co się stanie. Jak to na niego oddziaływało, to nie jestem w stanie powiedzieć - przekonywał wojskowy.
Widziałem się z nim na początku października i wiem, że wtedy jego relacja z żoną była zła. Chciał wynająć kawalerkę na Bródnie, żeby mieć blisko do dzieci. Nie chciał wyjaśnić o co chodziło. Ona nie stanęła po jego stronie w jakimś konflikcie dotyczącym pracy. Wtedy mówił, że chciał rozwodu, a ona nie chciała mu dać, a wcześniej było odwrotnie - dodaje mężczyzna w rozmowie z dziennikarzami "Uwagi".
Znajomy funkcjonariusza twierdzi również, że farsą są badania psychologiczne, które niedawno przeszedł agresor z Ustki. Z jego relacji wynika, że w ciągu kolejnych lat nic się nie zmienia, a mundurowi dostają te same arkusze.
Piotr K. na razie został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa i usiłowania zabójstwa kilku osób. Grozi mu nawet dożywocie. W SOP zajmował się ochroną delegacji zagranicznych. Nie było zastrzeżeń do jego pracy. W prokuraturze przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia. Przed tragedią rodzina grała w karty.
- To wyglądało, jak z jakiegoś horroru. Był w strasznym amoku, nie było z nim żadnego kontaktu. Oczy ponoć miał obłąkane, nie do opisania. W momencie, kiedy policja dostała się do mieszkania, to widzieli, jak on leżał na dziecku, na córeczce. I oddał jeszcze ostatni cios - mówiła w "Uwadze" pani Żaneta.