Gwałt zbiorowy? Wyszli na ulice. Komunikat angielskich służb
Policja wydała oświadczenie w sprawie rzekomego zbiorowego gwałtu w Epsom (Anglia), który stał się przyczyną gwałtownych protestów i zamieszek. Po intensywnym śledztwie służby ogłosiły, że jak dotąd nie znaleziono żadnych dowodów potwierdzających wersję młodej kobiety - informuje "Mirror".
Sprawa zaczęła się od zgłoszenia młodej kobiety, która twierdziła, że wczesnym rankiem w sobotę, 11 kwietnia 2026 roku, była śledzona po wyjściu z nocnego klubu "Labyrinth", a następnie zgwałcona przez grupę mężczyzn przed kościołem metodystów w Epsom.
Informacja o brutalnym ataku błyskawicznie rozeszła się w mediach społecznościowych, wywołując falę oburzenia. W środę wieczorem na ulice Epsom wyszły tłumy demonstrantów, domagając się od policji ujawnienia rysopisów sprawców. Doszło do starć ze służbami - w stronę funkcjonariuszy rzucano różnymi przedmiotami, a drogi zostały zablokowane.
W sieci pojawiło się mnóstwo spekulacji, jakoby sprawcami byli imigranci lub osoby ubiegające się o azyl. To właśnie te głosy podgrzewały atmosferę podczas protestów.
"Żadnych dowodów"
W oficjalnym komunikacie policja odniosła się do tych napięć. Sarah Grahame, zastępca komendanta głównego, poinformowała:
Przez ostatni tydzień prowadziliśmy dogłębne dochodzenie, aby ustalić przebieg zdarzeń. Przejrzeliśmy ogromną ilość nagrań z monitoringu, przesłuchaliśmy potencjalnych świadków, przeprowadziliśmy badania kryminalistyczne i wywiady środowiskowe. Do chwili obecnej nie znaleźliśmy żadnych dowodów na to, że zgłoszone przestępstwo faktycznie miało miejsce - oznajmiła, cytowana przez "Mirror".
Zaznaczyła, że nie ma dowodów na udział migrantów w tym zdarzeniu, a poza tym poinformowała, że policja nie dysponuje rysopisami sprawców.
Policja zapowiedziała, że mimo braku dowodów dochodzenie formalnie pozostaje otwarte, a w najbliższy weekend w Epsom pojawi się zwiększona liczba patroli, aby zapewnić mieszkańcom poczucie bezpieczeństwa i zapobiec dalszym niepokojom.