Łukasz Żak napisał list. "Jestem człowiekiem"
Łukasz Żak nie stawił się w sądzie na piątkowej (27 lutego) rozprawie. W specjalnym liście poprosił o jej przełożenie, ale tak się nie stało. Sędzia prowadzący sprawę ujawnił natomiast, że rozważa skierowanie Żaka na badanie psychiatryczne.
Łukasz Żak został oskarżony o spowodowanie tragicznego wypadku drogowego, do którego doszło w nocy z 14 na 15 września 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie.
Według śledczych prowadził samochód z bardzo dużą prędkością, przekraczającą 200 km/h, będąc pod wpływem alkoholu, po czym uderzył w auto, którym podróżowała czteroosobowa rodzina. W wyniku zderzenia zginął 37-letni mężczyzna, a jego żona i dzieci zostali ranni. Po wypadku Żak uciekł z miejsca zdarzenia i został później zatrzymany za granicą.
27 lutego odbyła się kolejna rozprawa dotycząca tej tragedii. Tym razem oskarżony nie stawił się w sądzie. W specjalnym liście tłumaczył, że nie pozwala na to jego stan zdrowia.
Chciałbym podkreślić, że posiedzenie jest ważne. Chciałbym, żeby jego termin został przełożony ze względu na moje zdrowie. Niestety, ze względu na gorączkę i kaszel nie jestem w stanie stawić się w sądzie. Chciałbym dodać, że jestem człowiekiem i raz na półtora roku mogę zachorować - podkreślił, cytowany przez "Fakt".
"Z panem Żakiem nie rozmawiałem"
Dodawał również, że zgodę na prowadzenie sprawy bez jego obecności wyraża pod presją. - Zgoda jest wyrażona presją sędziego i postawienie mnie pod ścianą. Albo pan jedzie chory, albo sprawa się odbywa bez pana i zostaje pan w zakładzie karnym - kontynuował.
Ostatecznie zapadła decyzja o tym, że rozprawa dojdzie do skutku. - Z panem Żakiem nie rozmawiałem. Żadnej presji na nim nie wywierałem. Życzymy mu na pewno powrotu do zdrowia - mówił sędzia Maciej Mitera, którego słowa przytacza "Fakt".
Tego dnia sędzia ujawnił, że rozważa skierowanie Łukasza Żaka na badanie psychiatryczne. Biegły natomiast mówił o tym, że udało się ustalić, iż w chwili tragicznego wypadku pojazd oskarżonego osiągnął prędkość 225 km/h. Jednocześnie podkreślał, że nie odnotowano hamowania, zaś system stabilizacji toru jazdy zadziałał dopiero w momencie kolizji.