"Nic nie mogliśmy zrobić". Głośny wypadek na A1. Świadek ujawnia
Dramatyczne słowa padły przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim. Świadek opisał, co działo się po tragicznym wypadku na autostradzie A1, o spowodowanie którego oskarżony jest Sebastian M.
W wypadku, do którego doszło we wrześniu 2023 na autostradzie A1, zginęła trzyosobowa rodzina. O doprowadzenie do tragedii oskarżony jest Sebastian M. W czwartek (8 stycznia) przed sądem stanął pierwszy świadek, który próbował udzielić pomocy rodzinie ze Śląska.
Serwis epiotrkow.pl podał, że zeznawał on, iż wszystko działo się bardzo szybko.
Aż wyleciała w powietrze. Horror na pasach. Pokazali nagranie
Razem z inną osobą próbował gasić płonący pojazd gaśnicą, jednak ogień szybko się rozprzestrzeniał i nie było możliwości skutecznej pomocy. Relacjonował również, że wspólnie z drugim świadkiem próbowali otworzyć jedne z drzwi auta. Klamka oderwała się i została w jego ręku. Chwilę później doszło do wybuchu pojazdu - zrelacjonowała prasa.
Przytoczono też dramatyczne słowa świadka, który próbował pomagać poszkodowanym.
Próbowaliśmy, ale nie daliśmy rady. Ludzie palili się żywcem, a my nic nie mogliśmy zrobić - powiedział.
Dziennikarze epiotrkow.pl ujawnili, że w trakcie składania zeznań na sali rozlegał się głośny płacz matki jednej z ofiar.
Wołanie imienia dziecka
Świadek mówił też, że z wnętrza pojazdu dobiegało wołanie imienia dziecka. Nie był jednak w stanie stwierdzić, czy wołającą osobą była matka, czy może ojciec.
Zdradził poza tym, że jedno z rodziców próbowało osłonić dziecko własnym ciałem. Dostrzegł to krótko przed tym, jak pojazd całkowicie stanął w ogniu.
Świadek dodał, że szczególnie utkwiła mu w pamięci sytuacja po ugaszeniu pożaru. Jak zeznał, jeden z mężczyzn, który przyjechał na miejsce, zajrzał do wnętrza auta, po czym złapał się za głowę i bez słowa odszedł - czytamy w relacji epiotrkow.pl.
Modyfikowali auto Sebastiana M.
Na wcześniejszej rozprawie, w dniu 25 listopada 2025 roku, Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim przesłuchał Pawła W. i Mirosława W. Mężczyźni są właścicielami firmy, która modyfikuje auta. Zmieniali oni parametry BMW, którym jeździł Sebastian M.
Ujawnili, że po zastosowanej przeróbce pojazd M. był mocniejszy o ok. 100 KM niż seryjnie. Stało się również jasne, że auto dwukrotnie było poddawane auto chip-tuningowi.
Nie byli w stanie odpowiedzieć na pytania o to, czy BMW Sebastiana M. po przeróbkach straciło homologację. Nie mogli zdefiniować też pojęcia homologacji. Poza tym przyznali, że informacji na temat homologacji BMW szukali w wyszukiwarce Google.