17-latka zgłosiła gwałt. Okropne, jak potraktowali ją policjanci
Charlie Orange w 2006 r. zgłosiła na policji, że została zgwałcona w hrabstwie Devon. Jak twierdzi, zamiast wsparcia ze strony funkcjonariuszy usłyszała, że "sama jest sobie winna". Teraz, po 20 latach, brytyjski organ nadzoru nad policją IOPC (Independent Office for Police Conduct) wszczął postępowanie dotyczące zachowania policjantów. O sprawie informuje BBC.
Był maj 2006 r. Zgodnie z relacją BBC, Charlie Orange za dwa tygodnie miała skończyć 17 lat. Feralnej nocy wybrała się ze znajomymi na spotkanie w rodzinnej miejscowości Devon. W pubach i barach piła z nimi alkohol.
Gdy po skończonej imprezie pijana wracała sama do domu, spotkała mężczyznę, którego wcześniej znała przelotnie. Wówczas została przez niego podstępnie zwabiona, a następnie zgwałcona. Jak informuje BBC, kolejnego dnia udała się na komisariat wraz ze swoją starszą siostrą, by złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.
Według opisu kobiety, funkcjonariusze nie potraktowali jej wtedy właściwie. Zamiast skoncentrować się na ustaleniu okoliczności przestępstwa, insynuowali, co doprowadziło do dramatu. Obwiniali samą poszkodowaną. Twierdzili, że nie stawiała oporu. Wskazywali na jej stan upojenia alkoholem.
17-latka zgłosiła gwałt. Szok, jak potraktowali ją policjanci
Jak podaje BBC, z policyjnych notatek wynika, że policjanci pytali nastolatkę o to, ile wypiła alkoholu i podkreślali, że z mężczyzną poszła "dobrowolnie". W dokumentach zapisano również, że "w żadnym momencie nie było tak, że nie wyraziła zgody na stosunek". Charlie Orange twierdziła zaś, że usłyszała także, iż sama "postawiła się w sytuacji podatnej na wykorzystanie".
Dwa lata po zdarzeniu Orange wciąż miała mierzyć się ze skutkami traumy: wspominała dla BBC o natrętnych wspomnieniach i koszmarach. Wsparcie znalazła w lokalnym ośrodku młodzieżowym, a wolontariusz zachęcił ją do ponownego zgłoszenia sprawy.
Według relacji Orange, policja skutecznie zniechęciła ją do dalszych działań, a o niej samej mówiła jak o "osobie sprawiającej problemy". Kobieta opisywała, że wtedy się załamała i na dłuższy czas zrezygnowała z walki.
Kolejne podeście. Po latach znów walczy o sprawiedliwość
Do tematu poszkodowana wróciła w 2020 r. Złożyła formalną skargę dotyczącą tego, jak potraktowano ją po obu zgłoszeniach. W odpowiedzi policja zaproponowała wznowienie czynności, a Orange zgodziła się ponownie zgłosić przestępstwo i uruchomić postępowanie. Tym razem – jak podawała – czuła, że jest traktowana poważnie i ma zapewnione wsparcie, m.in. ze strony organizacji Safeline, która zaoferowała jej bezpłatną terapię.
Sprawa po latach trafiła do sądu. W kwietniu br. Orange zeznawała przed ławą przysięgłych, a świadkami byli m.in. jej siostra oraz przyjaciele. Proces zakończył się jednak wyrokiem uniewinniającym. W podsumowaniu sędzia miał krytycznie ocenić podejście policji, wskazując, że zapisy sugerują, iż funkcjonariusze szybciej oceniali zachowanie zgłaszającej niż weryfikowali jej zawiadomienie.
IOPC bada sprawę. Policja zapowiada poprawę
IOPC prowadzi obecnie postępowanie dotyczące zachowań Devon and Cornwall Police po zgłoszeniu gwałtu w maju 2006 r. Rzecznik organu nadzoru przekazał, że policja sama skierowała sprawę do IOPC w maju br., a celem jest sprawdzenie reakcji na zawiadomienie, decyzji oraz działań funkcjonariuszy, w tym tego, czy podjęto odpowiednie kroki po zgłoszeniu Orange.
Devon and Cornwall Police odniosła się do sprawy w oświadczeniu cytowanym przez BBC. Przedstawiciel formacji zapewniał, że służba "stale wprowadza znaczące i trwałe usprawnienia" w reagowaniu na zgłoszenia gwałtów i poważnych przestępstw seksualnych. Dodano też, że w przeszłości część ofiar mogła czuć się zawiedziona niespójnymi praktykami i brakiem wsparcia, a sposób prowadzenia spraw miał zostać już "gruntownie zreformowany".
Orange podkreślała, że oczekuje przeprosin za to, jak potraktowano ją po zgłoszeniach. - Przez ich błędy duża część mojego życia została zniszczona - mówiła, wskazując, że w tamtym czasie planowała rozpoczęcie studiów i miała konkretne ambicje, które – jak oceniła dla BBC – zostały jej odebrane.