Sebastian M. idzie w zaparte. Takie słowa rzucił w kierunku sądu
- Prędkość, którą określili biegli, jest niezgodna ze stanem faktycznym - powiedział na sali sądowej Sebastian M. Mężczyzna uważa, że nie jechał z prędkością 315 km/h, a dużo wolniej. Stoi to w sprzeczności do zeznań świadków i opinii biegłych.
Sebastian M. stara się na wszelką cenę podważyć zebrany przez śledczych materiał dowodowy. Mężczyzna, który oskarżony jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku, kwestionuje m.in. ustalenia biegłych dotyczące prędkości.
Mec. Katarzyna Hebda (obrońca Sebastiana M.) złożyła wniosek do sądu, aby uzupełnić materiał dowodowy o opinię BMW Polska. Adwokat chce, aby firma wypowiedziała się, czy biegli mogli odczytać prawidłową prędkość ze sterownika EDR (tzw. czarna skrzynka rejestrująca zachowanie pojazdu, instalowana w autach od 2014 roku).
Mec. Hebda podważa pomiary, ponieważ BMW Sebastiana M. przeszło modyfikacje polegające m.in. na zdjęciu blokady prędkości z silnika.
Sam oskarżony o spowodowanie śmierci trzech osób również uważa, że nie jechał z nadzwyczajną prędkością. Przypomnijmy, że biegli (na podstawie danych z EDR, materiałów wideo i pomiarów) określili, że M. jechał swoim BMW ponad 315 km/h. O "nadzwyczajnej prędkości" i strachu przed szaleńczo jadącym pojazdem wspominali w swoich zeznaniach świadkowie.
Biegli określili szeroki zakres prędkości, z którą mogłem się poruszać. Mogli się pomylić o 55 km/h, a nawet więcej. Prędkość, którą określili biegli jest niezgodna ze stanem faktycznym - powiedział Sebastian M. na sali sądowej.
Według M. nie ma powodu, aby sądzić, że "prędkość 315km/h jest realna". Oskarżony uważa, że "to kolejny element manipulowania materiałem dowodowym".
Chciałem zauważyć, że prokuratura lekceważy wskazania ekspertów. Skrzynkę BMW może prawidłowo odczytać tylko BMW. Biegli nie mają też odpowiednich certyfikatów - stwierdził Sebastian M., dodając, że "prokuratura ukrywa biegłych".
Słowa M. skierowane przeciwko prokuraturze spotkały się z ironicznym śmiechem rodziny ofiar wypadku na A1.
Prokurator Konstancja Paprotna-Tobiczyk z Prokuratury Okręgowej w Katowicach wskazała, że "zwracanie się do BMW Polska o informację dotyczącą EDR jest niezgodne z obowiązującymi przepisami kodeksu postępowania karnego". Prokurator wskazała, że "jest to podmiot prywatny i nie może wydawać opinii, które podważają niezależne ustalenia biegłych".
Z zeznań świadków wynika, że auto Sebastiana M. było trudne do zauważenia w lusterkach, a on poruszał się z prędkością niespotykaną dla innych pojazdów. Miał też świecić długimi światłami innym kierowcom, aby ci zjechali z pasa, po którym jechał.
Po wypadku M. nie czekał na ustalenia śledczych. Zbiegł z Polski do Niemiec, a później Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Przed sądem stanął dopiero, gdy zakończyła się jego procedura ekstradycyjna. Do kraju wrócił w maju 2025 roku. Jego proces rozpoczął się we wrześniu 2025 roku.
Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym Sebastianowi M. grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności. W zdarzeniu żywcem spaliła się dwójka dorosłych i ich 5-letnie dziecko.
Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl