Takie informacje pokazują, jakich ludzi Władimir Putin wysyła na front w Ukrainie. Kryminaliści, którzy nie chcą odbywać wyroków w kolonii karnej, garną się do rosyjskich sił zbrojnych. Jednym z przykładów jest historia Michaiła Mołoczkowa, którą opisują portale Sota oraz zona.media.
Jak czytamy, sąd w Jekaterynburgu skazał 50-latka na 18 lat kolonii karnej za podwójne zabójstwo. Mołoczkow dopuścił się zabójstwa dwóch osób. Miał spalić żywcem barak, w którym nocował z 48-letnim dozorcą i jego 45-letnią znajomą. Było to w czerwcu tego roku. Mołoczkow obiecał im alkohol w zamian za nocleg. Gdy dozorca i kobieta zasnęli, Rosjanin zamknął ich w baraku i podpalił go. Lokatorzy obiektu zginęli.
Jedyne takie bmw na świecie. Nagranie z frontu w Ukrainie
Dla Rosjanina nie była to pierwszyzna. Jak podaje zona.media, mężczyzna od 1999 roku odsiadywał kilka wyroków za zabójstwo, kradzież i spowodowanie ciężkich obrażeń ciała ze skutkiem śmiertelnym. Ostatni wyrok, 11 lat więzienia, usłyszał w 2012 roku. W 2023 roku, gdy wyszedł na wolność, podpisał kontakt z rosyjskim Ministerstwem Obrony. Potem jednak uciekł z jednostki wojskowej w maju 2024 roku. Po zabójstwie dokonanym miesiąc później został zatrzymany w sierpniu 2025 roku.
Po tym, jak skazano go na 18 lat kolonii karnej stwierdził, że chce wrócić na front. - Mogę jeszcze przynieść pożytek, wysłać jeszcze kilku chachłów (obraźliwe rosyjskie określenie o osobach narodowości ukraińskiej przyp. red.) na tamten świat, będę nawet bardzo zadowolony, nie boję się - mówił Rosjanin. Jego prośba prawdopodobnie nie zostanie spełniona - tak przynajmniej wynika z bieżących doniesień. Wedle informacji Soty pierwsze 5 lat spędzi w więzieniu, pozostały okres w kolonii o zaostrzonym rygorze.