Zaskakujące słowa. Tak strażak wspomina wypadek Sebastiana M.
Zeznający w trakcie poniedziałkowej rozprawy strażak stwierdził, że policja nie od razu zabezpieczyła miejsce wypadku na A1. W opinii funkcjonariusza PSP "kierowcy objeżdżali miejsce wypadku i starali się jechać dalej". Strażak mówił też o tym, co zastał na miejscu tragedii.
W trakcie rozprawy Sebastiana M., która odbyła się 16 lutego przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim, zeznania składali kolejni strażacy - tym razem PSP, wezwani na miejsce tragicznego wypadku we wrześniu 2023 roku.
Jeden z zeznających w poniedziałek strażaków ujawnił, że jadąc na akcję, nie znał jeszcze skali dramatu. Dopiero później dowiedział się, że w zderzeniu BMW oskarżonego Sebastiana M. i Kii spaliła się trzyosobowa rodzina.
- Zostaliśmy poinformowani o konieczności wysłania dodatkowych sił. Pojechaliśmy na miejsce. W trakcie jazdy dowiedzieliśmy się, że doszło nie tylko do pożaru auta, ale też wypadku. Kierowca naszej jednostki chciał podjechać jak najbliżej. Zobaczyliśmy palące się auto. Zauważyliśmy, że na miejscu jest już OSP - zeznał jeden ze strażaków.
Mężczyzna wskazał, że spalona Kia stała tyłem do kierunku jazdy. Ujawnił, że gdy dobiegli do samochodu "widać było już tylko dym i czuć było duszący zapach spalenizny".
W spalonym aucie leżały trzy ciała. Dwa duże, jedno małe. Widziałem rozbity samochód. To było ciemne BMW. Kierowca tego auta był już w trakcie przesłuchania. W okolicy BMW stały dwie roztrzęsione kobiety i starszy mężczyzna. Rzucił mi się w oczy widok porozrzucanych ubrań małego chłopca. Zauważyliśmy też zabawki, które wskazywały, że w aucie mogła jechać dziewczynka. Baliśmy się, że kolejne dziecko wypadło z auta podczas wypadku - powiedział strażak.
Świadek zeznał, że siła uderzenia była tak duża, że "części ubrań porozrzucane były na wszystkich trzech pasach autostrady".
Strażak z PSP w Piotrkowie Trybunalskim ujawnił też nowe okoliczności ws. zabezpieczenia miejsca zdarzenia. Mężczyzna stwierdził przed sądem, że OSP wykonała zabezpieczenie miejsca zdarzenia swoim wozem bojowym, "ale nie zamknęła ruchu, bo to robi policja".
Moim zdaniem kierowcy objeżdżali miejsce wypadku i starali się jechać dalej. Nie jestem pewny w 100 proc., ale to dopiero policja w pewnym momencie zablokowała jezdnię w kierunku Katowic i zorganizowała objazd. To było niedługo po naszym przyjeździe - przyznał strażak, który na pytanie o obserwację pracy policji dodał, że "nie ma tego w zwyczaju".
Sprawa Sebastiana M.
Proces Sebastiana M. trwa od września 2025 roku. Mężczyzna oskarżony jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Według ustaleń prokuratury, BMW prowadzone przez M. uderzyło w osobową Kię. W wyniku zderzenia Kia stanęła w płomieniach. Zginęła trzyosobowa rodzina: rodzice i 5-letnie dziecko.
Sprawa zyskała ogólnokrajowy rozgłos, gdy mężczyzna podejrzany o popełnienie przestępstwa uciekł z Polski. Sebastian M. nie został zatrzymany przez służby od razu po wypadku. Nie zabrano mu dokumentów. Kierowca BMW wyjechał do Niemiec, a następnie udał się do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
M. nie chciał wrócić do Polski na wezwanie prokuratury. Aby postawić go przed sądem, konieczne było wystawienie międzynarodowego listu gończego i skomplikowany proceder ekstradycyjny z ZEA. Podejrzany został sprowadzony do kraju w maju 2025 roku.
Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, Sebastianowi M. grozi 8 lat pozbawienia wolności.