Zrujnował jej życie. Wstrząsające słowa. "To nie jest kobieta"
Trwa walka o życie Marii Lesiak. Młoda kobieta została bestialsko zaatakowana przez swojego chłopaka Grzegorza Z. Prokuratura ujawniła portalowi o2.pl, jak przebiegało zdarzenie, które zrujnowało życie Marysi i jej bliskich.
Dramat Marii Lesiak przez wiele miesięcy toczył się w ciszy, z dala od mediów. Wiedzieli o nim głównie najbliżsi dziewczyny. Wszystko zmieniło się pod koniec stycznia tego roku.
To wówczas rodzice 28-latki uruchomili zbiórkę pieniędzy na pokrycie kosztów pobytu w ośrodku rehabilitacyjnym i dalszego leczenia. Wstrząsająca historia Marysi tym samym ujrzała światło dzienne.
22 sierpnia 2024 roku - ten dzień na zawsze odmienił jej życie - została trafiona w głowę butelką z piwem i doznała poważnych obrażeń. Prokuratura Okręgowa w Krakowie ujawniła nam teraz, jak wyglądały ostatnie chwile Marii przed koszmarem, który rozpoczął Grzegorz Z., jej chłopak.
Prok. Krzysztof Dratwa, działając w imieniu rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Krakowie, poinformował, że między Grzegorzem a Marysią doszło do kłótni w obrębie pustostanu na terenie Krakowa.
Jak mówi nam prokurator, po kłótni kobieta udała się na tyły budynku. Tam rozegrał się dramat. Były partner rzucił w nią butelką wypełnioną alkoholem. - Butelka uderzyła w głowę Marii L. ze znaczną siłą - mówią śledczy. Całe zajście widział postronny przechodzień.
"To nie jest kobieta". Wstrząsające słowa
Świadek zapytał agresora, dlaczego w taki sposób potraktował kobietę.
Odparł, że "to nie jest kobieta", po czym oddalił się z miejsca zdarzenia - usłyszeliśmy w prokuraturze.
Po tym bestialskim ataku Marysia pozostaje w śpiączce. Grzegorz Z. natomiast trafił do więzienia.
Czyn skazanego spowodował u niej ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu, ciężkiej choroby długotrwałej oraz ciężkiego trwałego kalectwa - mówi prokurator.
Sąd Okręgowy w Krakowie skazał Grzegorza na 10 lat pozbawienia wolności. Choć obrońca podczas apelacji przekonywał, że kara jest zbyt surowa, a działanie skazanego nie było umyślne, sąd nie podzielił tych argumentów. - Wyrok we wskazanym zakresie został utrzymany w mocy - podsumował Dratwa.
Zrozpaczeni rodzice Marysi kontynuują zbiórkę. Pomóc można na siepomaga.pl - TUTAJ.
Po tym tragicznym zdarzeniu córka była w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie. Później dostała się na 12-miesięczny program wybudzania dorosłych ze śpiączki, za który odpowiada NFZ. Z Krakowa trafiła do ośrodka w Tarnowskich Górach. Tam nam się bardzo podobało, ale niestety już ten okres dobiegł końca - mówił portalowi o2.pl Piotr Lesiak, ojciec Marysi.
W wyniku uderzenia w głowę Marysia doznała bardzo poważnego urazu lewej półkuli mózgowej. Bezpośrednio po ataku nie oddychała samodzielnie. Po kilkunastu dniach się to zmieniło. Dziewczyna zaczęła otwierać oczy, ale nadal nie ma z nią kontaktu.
Mateusz Domański, dziennikarz o2.pl