Koniec mediacji ws. Sebastiana M. Mamy oficjalne potwierdzenie
Wiadomo już na pewno, że zakończyły się mediacje między rodziną ofiar wypadku na autostradzie A1 a Sebastianem M. - Mogę oficjalnie powiedzieć, że nie będzie już dalszych rozmów - przyznał o2.pl mec. Łukasz Kowalski z Częstochowy. Potwierdziły się tym samym wcześniejsze doniesienia w tej sprawie.
Sebastian M. jest oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku na A1. We wrześniu 2023 roku pod Piotrkowem Trybunalskim zginęła trzyosobowa rodzina, w tym 5-letni chłopiec. Mężczyźnie grozi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Przed rozpoczęciem procesu obrona M. zawnioskowała o mediacje z rodziną ofiar. Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim przychylił się do wniosku. Mediacje miały m.in. pomóc w ustaleniu ewentualnego odszkodowania na rzecz ofiar.
Rozmowy nie szły jednak zgodnie z planem. Od początku nieoficjalnie mówiło się, że rodzina Sebastiana M. i sam oskarżony nie wykazują woli porozumienia. To potwierdza prokuratura. W rozmowie z "Faktem" prok. Aleksander Duda stwierdził, że "postawa oskarżonego nie wskazywała, żeby mediacje zakończyły się powodzeniem. Oskarżonemu chodziło wyłącznie o wykazanie pozorów skruchy".
Zakończenie rozmów bez rezultatu potwierdził mec. Łukasz Kowalski z Częstochowy. Prawnik rodziny ofiar wskazał, że strony nie będą już kontynuować mediacji.
Mogę oficjalnie potwierdzić, że nie będzie dalszych rozmów. Nie chcę i nie mogę komentować przebiegu mediacji - powiedział mec. Kowalski w rozmowie z o2.pl.
Mediacje miały zakończyć się z końcem listopada. Potwierdziły się tym samym wcześniejsze doniesienia, o braku porozumienia między stronami. Już podczas rozprawy, która odbyła się 25 listopada, pokrzywdzeni wskazali, że nie chcą dalej rozmawiać z M. i jego pełnomocniczką, mec. Katarzyną Hebdą.
Ukłonem ze strony pokrzywdzonych było zgodzenie się na mediacje. Wbrew temu, co obrońca podnosi, mediacje nie są na zaawansowanym etapie. Chciałem oznajmić, że pokrzywdzeni chcą zerwać mediacje. Jedynym słusznym środkiem zapobiegawczym jest tymczasowy areszt - powiedział w trakcie procesu mec. Łukasz Kowalski z Częstochowy, pełnomocnik rodziny ofiar.
Jak wyglądały mediacje? Nieoficjalne ustalenia
Dziennikarze "Faktu" dotarli do nieoficjalnej relacji z przebiegu mediacji. Z ich ustaleń wynika, że wyłącznie na pierwszym spotkaniu obecni byli przedstawiciele rodzin M. i ofiar wypadku. Pozostałe spotkania prowadzili ich pełnomocnicy.
Rozmowy miały iść bardzo powoli. Nie doszło nawet do wypracowania projektu finalnego porozumienia, mimo że w przekazie medialnym mec. Hebda twierdziła, że "wszystko idzie w dobrym kierunku".
Czarę goryczy u rodzin ofiar przelała postawa Sebastiana M. Mężczyzna nie przyznaje się do winy, a winą za wypadek próbuje obarczyć kierowcę Kii, który zginął w zdarzeniu. Warunkiem sukcesu w mediacjach było publiczne przyznanie się przez M. do winy, a także wpłata określonej sumy odszkodowania.
Łączna wysokość odszkodowania miała sięgać - według "Faktu" - kilku milionów złotych. Rodzice M. nie chcieli wypłacić takiej sumy, gdyż ich syn nie przyznaje się do winy. Zaproponowali rodzinom ofiar kwoty, które były bardzo niskie.
Za zabitego psa płacą więcej — powiedział "Faktowi" informator znający kulisy procesu.
Ostatecznie o wysokości kary dla Sebastiana M. zdecyduje Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim, który w październiku 2025 roku rozpoczął proces mimo trwających mediacji. Kolejna rozprawa dotycząca wypadku zaplanowana jest na poniedziałek (19 stycznia).
Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl