Najważniejsze informacje
- Dwulatek zginął na Florydzie po postrzale przez czteroletniego krewnego.
- Tragedia miała miejsce przed wynajmowanym domem wakacyjnym w Kissimmee.
- Broń, którą znaleziono w samochodzie, należała do matki ofiary.
Rodzinne wakacje na Florydzie zakończyły się tragedią. Do Kissimmee przyjechała rodzina, która miała spędzić urlop w wynajętym domu. Jak podaje "New York Post", gdy dorośli byli jeszcze na zewnątrz budynku, 2-letni chłopiec został w samochodzie.
Do tragedii doszło tuż przed godz. 16.00. Według biura szeryfa hrabstwa Osceola (OCSO) do auta wszedł 4-letni krewny, który miał znaleźć pistolet. Chwilę później padł strzał.
Śledczy przekazali, że broń należała do matki dziecka i znajdowała się w samochodzie bez kabury. Na miejsce natychmiast wezwano służby ratunkowe.
Pięć żon Tadeusza Łomnickiego. Grał "Pana Wołodyjowskiego"
Chłopiec został przetransportowany do szpitala dziecięcego w Orlando, jednak lekarzom nie udało się uratować jego życia. W szpitalu stwierdzono jego zgon.
Policja ustaliła, że rodzina prawdopodobnie przyjechała na Florydę z miejscowości Louisville w stanie Georgia. Funkcjonariusze nadal wyjaśniają, jakie dokładnie pokrewieństwo łączyło oboje dzieci.
2-latek zginął po strzale z broni
Jak przekazało OCSO, członkowie rodziny usłyszeli strzał, gdy znajdowali się poza samochodem. Okoliczności tragedii są nadal wyjaśniane przez śledczych.
Gdy dotarli na miejsce, dwulatek został w aucie, a czteroletni członek rodziny wszedł do pojazdu i znalazł niezabezpieczony pistolet bez kabury - powiedział rzecznik OCSO.
Podczas interwencji do szpitala trafił również jeden z członków rodziny. Jak przekazała policja, skarżył się na ból w klatce piersiowej, który miał być skutkiem silnego stresu po tragedii. Funkcjonariusze poinformowali, że na razie nie przesłuchali 4-letniego chłopca. Bliscy współpracują ze śledczymi i nikt nie został zatrzymany.