Mackenzie Naught, była już nauczycielka pierwszej klasy w St. John Elementary School, pierwotnie mierzyła się z widmem pięciu lat więzienia za przestępstwo na tle seksualnym z udziałem nieletniego. Jak podaje "New York Post", 25-latka poszła na ugodę z prokuraturą. Dzięki przyznaniu się do winy grozi jej teraz maksymalnie 12 miesięcy aresztu. Kobieta trafi również na 10 lat do rejestru przestępców seksualnych.
Skandal wyszedł na jaw za sprawą męża nauczycielki, który pracował jako asystent trenera lekkoatletyki w szkole średniej, do której uczęszczał poszkodowany 16-latek. Gdy Naught przyznała się mężowi do stosunku z nastolatkiem z sąsiedniej placówki, mężczyzna niezwłocznie zgłosił sprawę organom ścigania.
Choć początkowo kobieta okłamywała śledczych, zaprzeczając oskarżeniom, jej mąż dostarczył funkcjonariuszom twarde dowody w postaci zrzutów ekranu z jej telefonu komórkowego. Zdrada i przestępstwo zrujnowały ich małżeństwo - media donoszą, że para jest obecnie w trakcie rozwodu.
Zaczęło się od niej
Z zeznań chłopaka wynika, że inicjatorką relacji była 25-latka. Nauczycielka, która dopiero co rozpoczęła pracę w szkole, miała z nim flirtować i potajemnie wysyłać wiadomości, prosząc o spotkanie w czasie, gdy jej mąż spał. Nastolatek przyznał, że początkowo się wahał, ale ostatecznie uległ namowom - informuje "New York Post".
Kobieta poprosiła, by podjechał w "ustronne miejsce", po czym w jego samochodzie doszło do zbliżenia. Następnie 25-latka nakazała chłopakowi milczenie, tłumacząc, że w razie wpadki straci pracę.
Prokurator hrabstwa Whitman, Tessa Scholl, broniła decyzji o łagodnej ugodzie. Jak podkreśliła, przyznanie się do winy przez byłą nauczycielkę "stanowi ważny krok w pociągnięciu jej do odpowiedzialności, a jednocześnie oszczędza ofierze ciężaru zeznawania podczas procesu".
Po aresztowaniu Mackenzie Naught straciła posadę w szkole. Kobieta przeprosiła za swoje czyny i przyznała, że jej zachowanie było błędem.