Najważniejsze informacje
- Dwie tragiczne zbrodnie w Niemczech przypomniały o niedoskonałościach systemu opieki psychiatrycznej.
- W obu przypadkach sprawcy byli już wcześniej znani służbom i mieli problemy psychiczne.
- Niemieckie media podnoszą pytanie o możliwości zapobiegania takim wydarzeniom.
Niemcy wciąż żyją dwiema brutalnymi zbrodniami, do których doszło pod koniec czerwca. Pierwsza wydarzyła się w Stade w Dolnej Saksonii, gdzie 45-letni mężczyzna otworzył ogień w ośrodku pomocy dla matek i dzieci.
Jak podaje "Fakt", zginęło sześć osób – cztery kobiety i dwóch mężczyzn, wszyscy byli pracownikami placówki. Według śledczych motywem miały być rodzinne konflikty związane z opieką nad trzymiesięczną córką podejrzanego. Dziecko i jego matka nie odniosły obrażeń.
Jak informował dziennik "Bild", sprawca został zatrzymany po krótkim pościgu. Niemieckie media podkreślają, że śledczy nie znaleźli dowodów na motyw terrorystyczny ani polityczny.
W domu Viki Gabor nie mówi się po polsku. Musiała uczyć się od zera
Wszystko wskazuje na to, że była to tragedia mająca podłoże rodzinne. Drugą wstrząsającą sprawą jest podwójne zabójstwo w Bremie. W jednym z budynków znaleziono ciała 40-letniego mężczyzny oraz jego 35-letniej żony. W mieszkaniu przebywało także ich dwuletnie dziecko, które przeżyło.
Podejrzany o dokonanie zbrodni, 22-letni sąsiad małżeństwa, został odnaleziony ciężko ranny na polu kukurydzy kilka kilometrów od miejsca zdarzenia. Śledczy podejrzewają, że sam zadał sobie obrażenia. Sprawa nabrała dodatkowego rozgłosu po publikacjach niemieckich mediów.
Według "Bilda" oraz innych redakcji podejrzany już wcześniej zwrócił uwagę policji. Kilka tygodni przed zabójstwem interweniowali u niego funkcjonariusze. Po zatrzymaniu trafił do szpitala psychiatrycznego, ale ostatecznie został wypuszczony.
Tam ustalono, że nie cierpi na żadną chorobę psychiczną ani nie stanowi zagrożenia dla innych, które uzasadniałoby jego zatrzymanie. W związku z tym musiał zostać zwolniony - powiedział rzecznik policji w rozmowie z "Bildem".
Eksperci i policja o lukach w ocenie zagrożenia
Decyzja o zwolnieniu 22-latka wywołała kontrowersje także wśród specjalistów. Axel Janzen, psycholog i ekspert psychiatrii sądowej ostro wypowiedział się w tym temacie.
Jak to możliwe, że ktoś, kto używa bagnetu przeciwko policjantom, nie może być uznany za zagrożenie dla innych? Jest dla mnie niepojęte - przyznał.
Janzen uważa, że problemem są obecne procedury. Jak podkreśla, o tym, czy dana osoba może opuścić szpital psychiatryczny, często decydują lekarze psychiatrzy, a nie specjaliści z psychiatrii sądowej, którzy są przeszkoleni do oceny, czy pacjent może stanowić zagrożenie dla innych.
Zwraca też uwagę, że osoby z ostrymi zaburzeniami psychicznymi bywają obserwowane tylko przez kilka godzin. Jeśli nie wyrażają zgody na dalsze leczenie i nie ma podstaw prawnych do ich zatrzymania, są wypisywane. Janzen zaznacza jednak, że nie chodzi o zamykanie wszystkich chorych psychicznie, lecz o skuteczniejsze izolowanie osób, które mogą zagrażać innym.
O zmianach mówią również przedstawiciele Niemieckiego Związku Zawodowego Policji. Nils Winter z władz związku w Bremie podkreślił, że osoby zmagające się z chorobami psychicznymi potrzebują odpowiedniej pomocy.