"Nieopatrzne słowo żony". Psychiatra ocenia zachowanie majora SOP
Dr Jerzy Pobocha uważa, że Piotr K. mógł być "emocjonalnie na najwyższym poziomie pobudzenia. Zapalnikiem do ataku mogło być np. niewłaściwe słowo żony, na które nikt inny nie zwrócił uwagi. - To nie musiało być nic znaczącego - mówi psychiatra w rozmowie z "Faktem".
W poniedziałek 26 stycznia w mieszkaniu Ustce doszło do tragedii. Piotr K., major Służby Ochrony Państwa, rzucił się na żonę, dwójkę dzieci oraz teściów. Mężczyzna zadał śmiertelne rany 4-letniej córce. Ciężko ranna została żona, która ma obrażenia wielonarządowe. Tuż przed tragedią rodzina rozegrała partię kart.
44-latek w SOP zajmował się ochroną delegacji zagranicznych. Nie było zastrzeżeń do jego pracy. W przeszłości wyjeżdżał na misje do Iraku, Afganistanu, Pakistanu. W październiku pozytywnie przeszedł w pracy badania psychologiczne.
- Osoby, które w związku z misjami zagranicznymi, przeżywały silny stres ze względu na sytuacje, w których ich życie i zdrowie były zagrożone, mogą być bardzo agresywne. Amerykanie sprawdzili to na żołnierzach biorących udział w wojnie w Wietnamie. Wyniki badań pokazały, że po powrocie z misji weterani wojenni byli niebezpieczni, agresywni. Na podstawie tych badań wprowadzano termin zespół stresu pourazowego - tłumaczy dr Jerzy Pobocha w rozmowie z "Faktem".
Psychiatra dodaje, że K. mógł być "jak ładunek wybuchowy i wystarczył tylko zapalnik". Takim zapalnikiem mogło być według niego np. "nieopatrzne słowo żony". - To nie musiało być nic znaczącego i mogło ujść uwadze innych osób, ale dla Piotra K. mogło być właśnie przysłowiową iskrą, która spowodowała wybuch. To bardzo prawdopodobna wersja - twierdzi Pobocha.
Mężczyzna, z którym Piotr K. poznał się w Afganistanie na misji ujawnił w rozmowie z "Uwagą", że funkcjonariusz SOP chciał rozwodu z żoną. - Chciał wynająć kawalerkę na Bródnie, żeby mieć blisko do dzieci. Ona nie stanęła po jego stronie w jakimś konflikcie dotyczącym pracy - przekonywał.
Taka sytuacja, żeby ojciec zaatakował własne dziecko nożem ze skutkiem śmiertelnym, jest naprawdę czymś wyjątkowym. To znaczy, że Piotr K. musiał być emocjonalnie na najwyższym poziomie pobudzenia - ocenia Pobocha w rozmowie z "Faktem".
Piotr K. na razie został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa i usiłowania zabójstwa kilku osób. Grozi mu nawet dożywocie. W prokuraturze przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia.