Sceny grozy w zakładzie krawieckim. Atak nożem. Znamy szczegóły
Atak w toruńskim zakładzie krawieckim. Jak wynika z informacji o2.pl, mężczyzna ugodził swoją żonę, a następnie okaleczył siebie. Stan obu osób jest ciężki, ale stabilny. - Zarówno poszkodowana, jak i potencjalny sprawca są po operacji – mówi nam prok. Izabela Oliver z toruńskiej prokuratury.
Po ataku w "kwadracie" handlowym przy ul. Łyskowskiego w Toruniu nie ma dziś śladu. O poranku przedsiębiorcy otworzyli swoje zakłady usługowe i sklepy. Jeszcze wczoraj (15 kwietnia) rozgrywał się tam prawdziwy dramat.
Ok. godz. 9:00 do zakładu krawieckiego mieszczącego się na I piętrze pawilonu wszedł mężczyzna uzbrojony w nóż. Wcześniej przez kilka minut nerwowo przechadzał się w pobliżu.
Po wtargnięciu do środka, zaczął krzyczeć i kłócić się z żoną, krawcową, która przygotowywała się do otwarcia punktu. Doszło do szarpaniny. W pewnym momencie nożownik pchnął 47-letnią kobietę, która uciekła do pobliskiego salonu fryzjerskiego. Stąd pierwotnie podawano, że dramat rozegrał się w tym miejscu.
Służby wezwali pracujący obok prawnik i fryzjerka. Obydwoje udzielili Agnieszce P. schronienia. W tym czasie 54-letni napastnik zabarykadował się w miejscu pracy swojej żony, gdzie miał podciąć sobie żyły i ugodzić się w brzuch. Policjanci, którzy przybyli na miejsce zdarzenia, musieli użyć siły, aby dostać się do pomieszczenia, w którym przebywał napastnik.
Wyprowadzali go antyterroryści. Miał we krwi twarz, koszulkę. Łapał się za brzuch. Na dole czekały już dwie karetki. Jedna na nożownika, druga na jego żonę – mówi nam mężczyzna, który był świadkiem zdarzenia.
Z rozmów ze znajomymi kobiety słyszymy, że "to osoba sympatyczna, bardzo pracowita, pomocna". Jej mąż bywał wcześniej w zakładzie krawieckim, w którym pracowała. Nie dochodziło między nimi do kłótni, ale mężczyzna był o swoją żonę bardzo zazdrosny.
W ostatnich dniach chodziła smutna. Nie widziałam na jej twarzy uśmiechu. Nie spodziewałam się jednak takiego dramatu. Sceny zazdrości się zdarzały. Nie były to wielkie awantury – tłumaczy nam znajoma kobiety.
Nasi rozmówcy nie wiedzą, czy mężczyzna przebywał przed awanturą w zakładzie psychiatrycznym, jak podają niektóre media. Na razie tych informacji nie potwierdzają również służby.
Nie mamy jeszcze takich informacji – mówi o2.pl prok. Izabela Oliver, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu.
Prokuratura ujawnia, że śledczy nie przeprowadzili jeszcze czynności z poszkodowaną i napastnikiem. Zgody na to nie wydali jeszcze lekarze.
Czekamy na przekazanie akt sprawy przez policję. Zarówno poszkodowana, jak i potencjalny sprawca są po operacji. Ich stan zdrowia nie pozwolił jeszcze na przeprowadzenie czynności – dodaje prok. Oliver w rozmowie z o2.pl.
Z naszych informacji wynika, że stan 54-latka i 45-latki jest ciężki, ale stabilny. Rokowania lekarzy są optymistyczne. Służby nie interweniowały wcześniej w sprawie rodziny. Para nie miała założonej Niebieskiej Karty.
Służby badają sprawę. Śledztwo prowadzone jest w kierunku usiłowania morderstwa. Jeżeli mężczyźnie zostaną postawione zarzuty, może grozić mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl