Jak podaje amerykański magazyn "People", Matthew Lewinski został uznany za winnego zabójstwa swojej byłej partnerki, 52-letniej Courtney "Jerri" Winters. Ława przysięgłych skazała go za morderstwo z premedytacją, zbezczeszczenie i okaleczenie zwłok oraz ukrywanie śmierci drugiej osoby. W środę (14 lipca) sąd wymierzył mu karę dożywotniego pozbawienia wolności bez prawa do warunkowego zwolnienia.
Do zbrodni doszło w grudniu 2020 r. w domu Lewinskiego w stanie Michigan. Jak ustalili śledczy, kobieta odwiedziła byłego partnera, choć para nie była już razem. Według lokalnych mediów podczas spotkania poinformowała go, że przeszła zabieg aborcji. Rozmowa szybko przerodziła się w kłótnię, która zakończyła się szarpaniną. Oboje mieli wymieniać ciosy, a kobieta ugryzła mężczyznę. Wtedy Lewinski zaczął ją dusić, doprowadzając do jej śmierci.
Po zabójstwie sprawca pozostawił ciało w wannie, a następnie przeniósł je do piwnicy. Przez kolejne siedem miesięcy zwłoki pozostawały w jego domu. Śledczy ustalili, że mężczyzna wielokrotnie usuwał fragmenty ciała, próbując ukryć zbrodnię i pozbyć się dowodów.
Sprawa wyszła na jaw dopiero w lipcu 2021 r. Lewinski trafił wtedy do szpitala. Znaleziono go, gdy błąkał się po osiedlu w samej bieliźnie i zachowywał nielogicznie. Gdy jego siostra weszła do domu, odkryła ciało Courtney Winters.
W trakcie pobytu w szpitalu Lewinski przyznał się policjantom do zabójstwa. Jego obrońcy twierdzili jednak, że wyznanie nie powinno zostać wykorzystane, ponieważ wcześniej nie poinformowano go o przysługujących mu prawach. Początkowo sąd wyłączył to zeznanie z materiału dowodowego, jednak sąd apelacyjny przywrócił je do sprawy. Śledczy zwrócili uwagę na jeszcze jeden niepokojący fakt - przez cały okres od śmierci kobiety do odnalezienia jej ciała nikt nie zgłosił jej zaginięcia.