Belfast płonie po ataku Sudańczyka. Polka ujawnia prawdę
W Belfaście w Irlandii Północnej trwają zamieszki po ataku 30-letniego Sudańczyka na mieszkańca miasta. Polka mieszkająca na Wyspach w rozmowie z "Faktem" mówi o zamykanych ulicach, podpalanych pojazdach i wcześniejszych wyjściach z pracy.
Najważniejsze informacje
- W Belfaście doszło do agresywnych zamieszek po ataku nożownika na mężczyznę idącego ulicą. Poszkodowany stracił oko.
- Według relacji Polki sklepy i ulice są zamykane, a część pracodawców wypuszcza ludzi wcześniej z pracy.
- Polskie władze konsularne apelują o szczególną ostrożność; rodzina poszkodowanego wezwała do spokoju.
W poniedziałek 8 czerwca w Belfaście doszło do brutalnego ataku, którego nagranie szybko obiegło media społecznościowe. Na filmie widać, jak mężczyzna pochodzący z Sudanu, posiadający status uchodźcy, wielokrotnie ugodził nożem swoją ofiarę w okolice szyi.
Dzięki reakcji przypadkowych świadków napastnik został obezwładniony. Poszkodowanym okazał się Steven Oglivy, pracownik służby zdrowia, który w wyniku napaści stracił lewe oko oraz doznał poważnych obrażeń prawego oka, szyi i pleców.
Po zdarzeniu w Belfaście wybuchły gwałtowne protesty. Podczas demonstracji odbywającej się przy Newtownards Road we wschodniej części miasta uczestnicy podpalili autobus, nad którym wcześniej mieli przejąć kontrolę.
Polki błysnęły w Chinach. Zobacz kulisy zmagań w Lidze Narodów
Pani Krystyna, Polka mieszkająca w Belfaście od 19 lat, powiedziała w rozmowie z "Faktem", że mieszkańcy naprawdę odczuwają skutki zamieszek. Wiele sklepów zostało zamkniętych, niektóre ulice są zablokowane, a z okien widać unoszący się nad miastem dym.
Czujemy się zagrożeni, choć nasza nacja nie jest głównym obiektem ataków. Sklepy i ulice są zamykane, pod oknami płoną pojazdy, a wielu pracodawców wypuszcza ludzi wcześniej z pracy - relacjonuje pani Krystyna.
Polka dodaje, że sama wracała z pracy w strachu, bo znana była orientacyjna godzina rozpoczęcia kolejnych zajść.
Powiem szczerze, że z pracy wracałam dzisiaj z duszą na ramieniu. (...) Ale sklepy są wcześnie zamykane. Dziś to nawet o 11 już nic nie działało - relacjonuje (w środę, 10 czerwca).
Apel konsulatu i głos rodziny poszkodowanego
W związku z napiętą sytuacją w Belfaście, polski konsulat zaapelował do Polaków o zachowanie szczególnej ostrożności. Pani Krystyna przyznaje jednak, że nie słyszała o takim komunikacie. Jak mówi, informacja mogła zostać opublikowana przez urzędników, ale nie dotarła bezpośrednio do wielu mieszkających tam Polaków.
Według relacji mieszkanki Belfastu rodzina zaatakowanego mężczyzny poprosiła mieszkańców o zachowanie spokoju. Bliscy poszkodowanego podkreślili, że najważniejsze jest teraz jego zdrowie i powrót do zdrowia, a dalsza eskalacja napięć może doprowadzić do kolejnych niebezpiecznych wydarzeń.
Pani Krystyna porównuje obecne zamieszki w Belfaście do sytuacji sprzed kilkunastu lat, gdy musiała uciekać z małym dzieckiem pod ochroną policji. Zaznacza jednak, że w dzielnicy, w której mieszka obecnie, wcześniej nie dochodziło do podobnych zdarzeń. Jak mówi, z okien widać unoszący się nad miastem dym, ale ze strachu nie zbliża się do miejsc zamieszek. Jej zdaniem obecna eskalacja konfliktu jest wyjątkowo poważna.